NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

GMO - miało być dobrze, ale wyszło jak zwykle

Nielegalna uprawa kukurydzy GMO - MON810 - we Francji
Nielegalna uprawa kukurydzy GMO - MON810 - we Francji Pierre Baelen / Greenpeace
Tym razem, gościnnie, o GMO napisała Joanna Miś-Skrzypczak, koordynatorka ds. polityki ekologicznej w Greenpeace Polska: Temat GMO elektryzuje wielu z nas. I słusznie, bo trudniej o bardziej jaskrawy przykład hipokryzji koncernów, bezwolności rządów, lekceważenia głosu społeczeństwa oraz subiektywności mainstreamowych mediów. Pomimo osiemnastoletnich doświadczeń rolników z kilku krajów świata z uprawami roślin transgenicznych (genetycznie zmodyfikowanych), media wciąż - często bezrefleksyjnie - powielają treści na temat tego, czym GMO mogłoby być - nie zaś tego, czym GMO jest.

Osiemnaście lat upraw GMO pokazało to, przed czym od początku ostrzegała część środowiska naukowego oraz organizacje działające na rzecz ochrony przyrody: ten rodzaj rolnictwa, wbrew obietnicom, nie daje wyższych plonów od upraw konwencjonalnych (a niekiedy wręcz niższe) i powoduje lawinowy wzrost zużycia pestycydów. Dzieje się tak, ponieważ chwasty uodparniają się na opryski, szkodniki – na toksyny, a także na skutek tworzenia się nisz ekologicznych - pojawiają się nowe pasożyty. Ponadto uprawy gigantycznych monokultur prowadzą do zaniku różnorodności biologicznej, niszczenia gleby i zatrucia wód. Wbrew obietnicom, GMO nie stało się też rozwiązaniem problemu głodu na świecie – „tradycyjne” rośliny odporne na suszę czy powódź już istnieją i - bez uciekania się do niesprawdzonych technik inżynierii genetycznej - powstają kolejne, chociażby wykorzystujące tak ciekawe narzędzie biotechnologiczne jak MAS: marker assissted selection.



Osiemnaście lat upraw GMO pokazało jeszcze jedną swoją mroczną stronę. Rolnicy tracą swoją niezależność na rzecz koncernów windujących ceny nasion GMO i pestycydów niezbędnych do ich uprawy. Tracą też dostęp do rynków zbytu w krajach, w których konsumenci nie chcą GMO. I dotyczy to także rolników, którzy nie uprawiają GMO, ponieważ to na ich polach dochodzi do zanieczyszczeń przez rośliny transgeniczne. Są one żywymi organizmami, które raz uwolnione do środowiska będą się w nim bez końca rozmnażać. Tam, gdzie uprawia się GMO komercyjnie lub na polach testowych, dochodzi do przekrzyżowań z roślinami niezmodyfikowanymi.

Koncerny są jednak niewzruszone i wciąż promują GMO - wszak „nie stać ich na stratę ani jednego dolara”, jak w filmie „Świat według Monsanto” stwierdził przedstawiciel tej firmy. Wbrew faktom i logice promocją upraw transgenicznych zajmuje się także część rządów, naukowców i dziennikarzy. I to dlatego, gdy tylko słyszymy o GMO w kontekście zmian prawa krajowego, unijnego, czy umów międzynarodowych, stajemy się czujni i nieufni – gra toczy się przecież o wielkie rynki zbytu i wielkie pieniądze.

Podobną nieufność widać w stosunku do nowelizacji polskiej ustawy o GMO. Narosło wokół niej wiele napięcia, do czego w dużej mierze przyczynił się nieprzejrzysty proces konsultacji społecznych, a także brak wyraźniej komunikacji ze strony ustawodawców, czym ta nowelizacja jest, a czym nie jest. Obywatele nie muszą czytać aktów prawnych, warto jednak prowadzić dialog ze społeczeństwem, zwłaszcza w kwestiach społecznie drażliwych. W tej sytuacji należy także uspokoić, że zmiany w ustawie dostosowują prawo polskie do unijnego tylko w wycinku ustawodawstwa związanego z GMO, głównie z użyciem w laboratoriach, a co najważniejsze - nie znoszą zakazu uprawiania poszczególnych odmian GMO w Polsce, które już jest zakazane poprzez rozporządzenia wydane na mocy ustawy o nasiennictwie.

Rząd powinien wyraźnie komunikować swój sprzeciw wobec wprowadzaniu do obrotu, z możliwością uprawy, roślin genetycznie zmodyfikowanych – inaczej społeczeństwo wciąż będzie nieufne. Tworzenie skutecznego i szczelnego prawa jest ważnym krokiem. Zaraz za nim konieczna jest jednak śmiała, spójna wizja rozwoju rolnictwa wolnego od GMO i niezłomność w jej realizacji. Rolnictwo w Polsce ma ogromny potencjał, żeby poprzez rozwój upraw rodzimych roślin motylkowych uniezależnić się od importowanych pasz GMO, a także odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie konsumentów na żywność produkowaną bez wykorzystania pestycydów, a zatem na produkty rolnictwa ekologicznego, które już teraz, według danych ONZ, są w stanie wyżywić nas wszystkich.
Trwa ładowanie komentarzy...