O autorze
Odczarowujemy mit ekologów oszołomów, którzy rzekomo lubują się w przykuwaniu do drzew, zajadają korzonkami i chcą cofnąć naszą rozwijającą się cywilizację do epoki kamienia łupanego. Niestrudzenie staramy się pokazywać, że w kampaniach na rzecz ochrony przyrody i człowieka, który jest jej częścią, liczą się przede wszystkim uzasadnione naukowo argumenty, determinacja i odwaga.
Czekamy na dzień, kiedy w Polsce do głosu dojdzie dojrzałe społeczeństwo obywatelskie, a Polki i Polacy przestaną wbijać sobie do głowy, że "się nie da".

Sejm daje, ministerstwo zabiera?

Greenpeace/Bogusz Bilewski
Dokładnie rok temu tysiące ludzi z zapartym tchem czekało na wyniki głosowania Sejmu w sprawie tzw. poprawki prosumenckiej do ustawy o odnawialnych źródłach energii. Miała ona zagwarantować stałe taryfy dla osób, które zdecydują się na produkcję energii w przydomowych mikroinstalacjach OZE. Sejm poprawkę przyjął, a system wsparcia miał wejść w życie od 1 stycznia 2016 roku. Nic z tego. Nie dość, że nowelizacja ustawy przeciąga się w czasie o kolejne miesiące, to jeszcze Ministerstwo Energii planuje wyrzucenie stałych taryf do kosza.

Czytam informację o planowanej nowelizacji na stronach ministerstwa i przecieram oczy ze zdumienia. Z informacji wynika, że obywatele nie prowadzący żadnej działalności gospodarczej mogą pożegnać się ze stałymi taryfami, które mieli dostać za każdą jednostkę energii wyprodukowaną i oddaną do sieci dystrybucyjnej. Może taryfy gwarantowane będą przysługiwać tym, którzy działalność gospodarczą prowadzą, ale na jakich zasadach, w jakiej wysokości i czy rzeczywiście pozwolą one na rozwój mikroinstalacji - nie wiadomo.



Tego typu rozwiązanie miało pomóc rozwinąć energetykę obywatelską, opartą o przyjazne ludziom i środowisku odnawialne źródła energii. Właśnie ten model rozwoju sektora energii jest postulowany przez organizacje branżowe i samorządowe, ekonomistów oraz ekspertów jako ta gałąź gospodarki, która z jednej strony wzmocni bezpieczeństwo energetyczne kraju, a z drugiej stworzy tysiące nowych miejsc pracy.

Tuż przed ubiegłorocznym głosowaniem Jacek Żakowski na antenie radia Tok FM ostrzegał, że brak wsparcia dla energetyki obywatelskiej to niejako oddanie pola Gazpromowi, bo to on będzie dostarczał nam surowce energetyczne, jeśli nie wykorzystamy dostępnych od ręki zasobów odnawialnych (słońce, wiatr, geotermia, biomasa czy biogaz). Po głosowaniu w Sejmie odetchnęliśmy z ulgą. Wizja dalszego uzależnienia od dostaw surowców z zewnątrz została zastąpiona wizją rozwoju energetyki obywatelskiej. Tysiące polskich rodzin miało niebawem ruszyć z produkcją energii na własne potrzeby, a nadwyżki odsprzedawać po korzystnej cenie do sieci dystrybucyjnej.

Radość okazała się przedwczesna. Po wyborach nowy rząd zapowiedział nowelizację ustawy. Najpierw zapowiedziano zmiany polegające na odwleczeniu w czasie wejścia w życie stałych taryf na zieloną energię. Na tym jednak nie koniec. Ostatnie publikacje nowo utworzonego Ministerstwa Energii wskazują na to, że rząd nie ma zamiaru stałych taryf wprowadzać, a przynajmniej nie dla wszystkich i możliwe, że nie w takiej formie, w jakiej zostały wpisane do ustawy o OZE. Działanie ministerstwa jednoznacznie odbiera obywatelom możliwość inwestowania w przydomowe elektrownie. Bez nich na rozwój OZE nie ma co liczyć.

Przed ubiegłorocznym głosowaniem w Sejmie odbyła się szeroka dyskusja nad skutkami jej wprowadzenia. Analizy, m in. Instytutu Energetyki Odnawialnej, wskazywały na cały szereg korzyści płynących z jej wprowadzenia. Argumenty przekonały znakomitą większość połów i posłanek ubiegłej kadencji Sejmu. Poprawka wprowadzająca stałe taryfy znalazła się w ustawie o odnawialnych źródłach energii i została przyjęta przez Sejm ponad partyjnymi podziałami. Najliczniejszą grupę popierającą wprowadzenie wsparcia stanowili posłowie i posłanki obecnej partii rządzącej, czyli Prawa i Sprawiedliwości. Jedynym posłem PiS, który nie poparł rozwiązań korzystnych dla obywateli był… obecny Minister Energii.
Trwa ładowanie komentarzy...