Żartobliwe twitty zamiast merytorycznej dyskusji

Każdy kolejny dzień obecności organizacji ekologicznych w Puszczy Białowieskiej przynosi nowe wiadomości na froncie „Minister Środowiska i jego zaufani ludzie z Lasów Państwowych zrobią wszystko, żebyśmy stracili do nich resztki zaufania”.

Jeśli nie wiesz, jak odpowiedzieć na zarzuty adwersarza, najlepiej wymyśl sobie jakieś inne, niewypowiedziane, które łatwo ci będzie obalić – tę mało elegancką zasadę prowadzenia sporu próbuje przetestować wysoko postawiony pracownik Lasów Państwowych Krzysztof Trębski na aktywistach Greenpeace i Dzikiej Polski, którzy w zeszłym tygodniu powstrzymali wycinkę w cennym przyrodniczo fragmencie Puszczy Białowieskiej.



Krzysztof Trębski z Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, przy aplauzie rzeczniczki tej instytucji, Anny Malinowskiej, cynicznie wypowiada się o proteście aktywistów, nie odwołuje się do argumentów, nie odpowiada na jasno postawione zarzuty. Śmieje się z ekologów, że nie potrafią odróżnić wiekowego dębu od martwego świerka, mimo że nikt o dębie w miejscu akcji nie mówił. Dlatego zanim koledzy leśnicy zaczną klikać „lubię to”, powinni przyjrzeć się faktom.

Akcja odbyła się w drzewostanie ponadstuletnim w tak zwanym wydzieleniu leśnym 490D-f. Zgodnie z oficjalną dokumentacją Lasów Państwowych, drzewostan ten to stary fragment lasu zbliżony do naturalnego, w którym gatunkiem dominującym są/były świerki w wieku ok 150 i 100 lat*. Prawdą jest, że wszystkie stare świerki w tym wydzieleniu były martwe. Zabił je kornik. Doskonale wiedzieli o tym ekolodzy, którzy weszli na teren wyrębu, a teraz muszą odpowiadać na niemądre zarzuty ludzi ministra Jana Szyszki.

Zobacz zdjęcia z akcji >

Ale aktywiści nie przerwali wycinki, by ratować dęby. Od początku podkreślali, że celem akcji jest powstrzymanie niszczenia cennych fragmentów lasu. Takiego lasu, w którym powinno być miejsce również na martwe drzewo – dom i źródło pożywienia dla wielu, często rzadkich gatunków.

Po tym, jak aktywiści zablokowali harwestera, na terenie wydzielenia pojawił się nadleśniczy Grzegorz Zenon Bielecki i rzeczniczka prasowa Maria Bielecka. Zapytani, dlaczego w tym miejscu prowadzony jest wyrąb, nie wspomnieli słowem o korniku. Dla każdego było już oczywiste, że w martwych świerkach dawno kornika drukarza nie ma. Pod fragmentami kory mieszkały sobie za to (dopóki wycinka ich nie wygoniła) inne owady, w tym chroniony prawem ponurek Schneidera. Nadleśniczy i jego rzeczniczka tłumaczyli wycinkę koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa w tym fragmencie lasu. Dlaczego jednak wycinane są masowo martwe świerki, które nie znajdują się w pobliżu szlaków i nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia dla ludzi i mienia? Na to pytanie pracownicy nadleśnictwa nie udzielili żadnej sensownej odpowiedzi.

Gdybyśmy na moment zapomnieli, że nikt o zdrowych zmysłach nie asfaltuje górskich szlaków, żeby przypadkiem ktoś nie spadł z Orlej Perci, to nadal pozostaje pytanie – dlaczego martwe świerki wywożone są z lasu? Przecież ścięty świerk nikomu już nie zagraża. Pozostawiona w lesie kłoda daje schronienie kolejnym pokoleniom i jest żywicielką wielu rzadkich organizmów, których nie spotkamy w żadnym innym lesie.

Jedyna odpowiedź jaka nasuwa się na myśl to pieniądze. Stojący świerk pokornikowy może być całkiem niezłym surowcem tartacznym. A nadleśnictwa puszczańskie mające rozdmuchaną administrację od wielu lat generują straty i proszą o dopłaty z funduszu leśnego, na które składają się leśnictwa z całej Polski. Kornik w Puszczy Białowieskiej to czas żniw i szansa żeby w miejscach zbliżonych do lasu naturalnego – na których za bardzo leśnikom zarobić się nie da – posadzić plantację drzew. Czy taki właśnie scenariusz piszą nam sympatycy ministra Jana Szyszki? Wszystko na to wskazuje.



Tym bardziej, że miejsc takich jak wydzielenie leśne 490D-f jest coraz więcej. Dzień przed rozpoczęciem protestów na konferencji prasowej organizacje pozarządowe przedstawiły dowody na niszczenie przez gospodarkę leśną siedlisk przyrodniczych w Puszczy Białowieskiej. Przedstawiono między innymi mapę i informację o liczbie wyciętych drzew w drzewostanach ponadstuletnich – łącznie od stycznia do początku maja tego roku w samym nadleśnictwie Hajnówka wywieziono z tych najcenniejszych lasów ponad 6000 m3. Ekolodzy zarzucali Janowi Szyszce i jego ludziom masowe wyręby, używanie ciężkiego sprzętu oraz nierespektowanie okresu lęgowego i stref ochronnych UNESCO mających gwarantować ciągłość i ochronę naturalnych procesów ekologicznych. Poważny pracownik Lasów Państwowych mógłby, zamiast urządzać sobie twitterowe żarciki, odnieść się do tych zarzutów.

Tekst: Robert Cyglicki

*) Dla wtajemniczonych w leśną nomenklaturę: w opisie taksacyjnym wydzielenia znajdziemy: BMŚW, 3ŚW – 145, 2SO-95, 1ŚW – 95, PJD ŚW -47, PJD DBŚ-145, PJD-BRZ 95 itd.
Trwa ładowanie komentarzy...