Grupa naTemat

Obalamy mity na temat GMO – jak jest naprawdę?

Jakieś 2 miesiące temu w jednym z bardzo popularnych portali internetowych, należącym do potentata medialnego pojawił się artykuł obalający, jak twierdził autor mity na temat GMO. Nie pojawiło się tam nic nowego poza dobrze znanymi hasłami rodem z folderów reklamowych Monsanto. Niemniej poważne medium nie miało skrupułów by to puścić (nie po raz pierwszy zresztą). Skontaktowałem się więc z redaktorem za to odpowiedzialnym z propozycją polemiki. Nie od dziś wiadomo, że media powinny być obiektywne, pokazywać dwie strony medalu etc. I co? Zgodził się, a następnie dwa miesiące byłem wodzony za nos słysząc zapewnienia o tym, że już za kilka dni, w przygotowaniu etc. W pewnym momencie przestał odbierać telefon… Nie podaję nazwy tej redakcji bo mam jeszcze nadzieję na współpracę w przyszłości ale mam już dość czekania i bycia robionym w balona, a że polemika jest świetna, postanowiłem się nią z wami podzielić wykorzystując nowy kanał czyli bloga. Autorką tekstu jest jedna z dwóch przemiłych dziewczyn, o których wspominam w poprzednim wpisie – Klaudia Wojciechowicz z inicjatywy GMO TO NIE TO. Miłej lektury, Jacek Winiarski.

Dla przeciętnego zjadacza chleba temat GMO to prawdziwe pole minowe. Gąszcz sprzecznych informacji, zawiłe kwestie prawne, celowo lub przypadkowo szerzona dezinformacja a wszystko podlane sosem często nieuczciwej retoryki. Dlatego warto bliżej przyjrzeć się kilku najczęściej podnoszonym kwestiom


Mit pierwszy - GMO jemy od tysięcy lat

Twierdzić, że GMO jemy od tysięcy lat, bo ludzie od wieków modyfikowali rośliny, to jak twierdzić, że liposukcja (odsysanie tłuszczu) jest zabiegiem starym jak świat, bo kobiety zawsze dbały o wygląd. Jednym słowem bzdura. GMO to technologia młoda, z którą zaczęto eksperymentować dopiero około 30 lat temu. Z GMO w rolnictwie i na talerzu mamy do czynienia jeszcze krócej, bo zaledwie od 17 lat. Kto twierdzi inaczej ten albo nie rozumie o czym mowa i gada od rzeczy albo świadomie rozpowszechnia fałszywe informacje. W razie wątpliwości wystarczy zajrzeć do art. 3 ustawy z dnia 22 czerwca 2001 r. o organizmach genetycznie zmodyfikowanych, gdzie sprawa wyjaśniona jest w sposób zwięzły i klarowny: GMO to organizm inny niż organizm człowieka, w którym materiał genetyczny został zmieniony w sposób niezachodzący w warunkach naturalnych wskutek krzyżowania lub naturalnej rekombinacji.

Mit drugi - GMO wyżywi świat

To chyba najperfidniejsze i najokrutniejsze kłamstwo powtarzane w temacie GMO. Zwolennicy modyfikacji genetycznych dowodzą, że przyczyną głodu na naszej planecie jest brak wystarczającej ilości żywności, dlatego zwiększenie produkcji za pomocą GMO zlikwiduje problem głodu. Poglądu tego nie potwierdza jednak ani Bank Światowy ani agendy ONZ zajmujące się kwestią wyżywienia ludzkości. Klasycznym przykładem są Stany Zjednoczone będące liderem w produkcji GMO i wytwarzające ogromne nadwyżki jedzenia. Jednocześnie liczba osób mających problemy ze zdobyciem odpowiedniej ilości pożywienia w USA wynosi 49 mln, to więcej niż cała ludność Polski! Coś tu nie gra prawda?
Zwiększenie produkcji żywności za pomocą zastosowania modyfikacji genetycznych (GMO) to jak dolewanie wody do dziurawej wanny, nie rozwiąże problemu. Głód na świecie, nie jest spowodowany brakiem żywności, ale jej marnotrawieniem i złym system dystrybucji. Ocenia się, że obecnie produkowana ilość żywności spokojnie wystarczyłaby do wyżywienia 9 mld ludzi (liczba, którą populacja ziemi osiągnie dopiero w 2050r.) Raporty ONZ pokazują, że zastosowanie ekologicznych metod uprawy jest w stanie podwoić ilość produkowanej żywności w ciągu dekady i zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe ludzkości.
Dobrym przykładem rozwiązania problemu głodu jest miasto Belo Horizonte w Brazylii (2,5 miliona mieszkańców), które poradziło sobie bez GMO, a jedynie dzięki zastosowaniu tak prostych rozwiązań jak ogrody społeczne i przyszkolne, umożliwienie lokalnym rolnikom sprzedaży produktów w miejscach publicznych oraz minimalizacja odpadów i niewykorzystanej żywności. Koszt? 2% rocznego budżetu miasta. Efekt? Spadek niedożywienia i śmiertelności niemowląt o 50%. Bo do rozwiązania problemu głodu na świecie nie potrzeba nowych, drogich i skomplikowanych technologii ale prostych, mądrych i sprawiedliwych rozwiązań.

Mit trzeci - GMO oznacza mniejsze zużycie chemii

Argumentum ad auditorem to klasyczny, stosowany od starożytności nieuczciwy sposób argumentacji. Co to oznacza? Ano tyle, że jeżeli ktoś ma dość tupetu i dobrze zna się na rzeczy, może użyć argumentu sprzecznego z prawdą, wiedząc, że nikt ze słuchaczy nie jest na tyle zorientowany w temacie, aby to zauważyć. Uprawy GMO nie oznaczają zmniejszenia użycia chemii w rolnictwie. Przeciwnie. Według najnowszego raportu dr Charlesa Benbrooka (były doradca białego domu ds. rolnictwa) w przypadku dopuszczenia w UE odmian GMO odpornych na glifosat (Roundup) zużycie najpopularniejszego obecnie herbicydu wzrośnie 15-krotnie do roku 2025. Rośliny GMO modyfikuje się obecnie celem uodpornienia ich na środki chwastobójcze lub owady. Natura jednak nie pozostaje w tyle. Z całego świata napływają doniesienia o tzw. „super chwastach” i owadach, które nabywają odporność na stosowane w uprawach GMO pestycydy lub owadach, które pojawiły się w miejsce tych wyeliminowanych, a to oznacza niestety ogromny wzrost zużycia stosowanej chemii. O tych faktach zwolennicy technologii GMO wspominają dość niechętnie. Tymczasem w samej tylko Argentynie przed GMO zużywano 1 milion litrów glifosatu rocznie w 2005 r. zużycie doszło do 150 milionów litrów. Nie wszyscy jednak o tym wiedzą.

Mit czwarty - GMO jest dobre dla środowiska

Każdy z nas wie jak dalece reklama produktu potrafi odbiegać od rzeczywistości. GMO nie jest wyjątkiem. Leanwashing czyli zjawisko "zdrowej ściemy" to wykorzystywany w reklamie mechanizm prezentowania niezdrowych produktów jako zdrowe i ekologiczne. GMO to model wysoko uprzemysłowionego, opartego na chemii rolnictwa, nieprzyjaznego zarówno dla rolnika, środowiska jak i konsumenta. Twierdzenie, że GMO jest dobre dla środowiska jest niczym innym jak hasłem reklamowym, co więcej hasłem w dużym stopniu zakazanym! Używany przy uprawach GMO środek o nazwie Roundup był początkowo reklamowany jako „przyjazny dla środowiska” oraz „stuprocentowo biodegradowalny”, jednak jego szkodliwość i niszczący wpływ na środowisko została dwukrotnie potwierdzona wyrokami sądowymi. Producentowi zakazano reklamowania go w ten sposób. Nie wszyscy jednak o tym wiedzą. Także kukurydza GMO, która została zmodyfikowana tak, aby sama wytwarzała trującą dla omacnicy prosowianki (główny szkodnik w uprawach kukurydzy) toksynę Bt, nie jest tak przyjazna dla środowiska jak zakładano. Okazało się bowiem, że toksyna Bt powoduje nieoczekiwany wzrost śmiertelności nie tylko omacnicy, ale i wielu gatunków owadów niedocelowych, takich jak pszczoły, biedronki, jedwabniki, złotooki oraz motyle. Toksyna Bt z upraw GM jest w stanie uwalniać się do gleby między innymi poprzez wysięki z korzeni i utrzymuje się w ziemi nawet ponad 6 miesięcy będąc zagrożeniem dla organizmów żyjących w glebie. Produkty uboczne z upraw Bt, takie jak pyłek czy szczątki roślin uwalniane do cieków wodnych wywołując zwiększoną śmiertelność organizmów wodnych. Korzystny wpływ GMO na środowisko to nic innego jak kolejny przykład zdrowej ściemy.

Mit piąty - GMO to rośliny o większej wartości odżywczej.

Terefere. Ponad 90% uprawianych obecnie na świecie odmian GMO zawiera jedynie dwa rodzaje modyfikacji genetycznych: odporność na środki chwastobójcze takie jak Roundup lub zdolność syntezy toksyny Bt, która niszczy szkodniki. Kropka. Nikt nie modyfikuje (przynajmniej na razie) roślin w celu podniesienia ich wartości odżywczych. Nie ma roślin GM odpornych na zmiany klimatyczne, mogących rosnąć na glebach zasolonych – takie pomysły funkcjonują raczej jako chwytliwe hasła marketingowe, niż jako rzeczywistość.
W UE wolno uprawiać tylko dwie rośliny GMO: kukurydzę MON810 (odporną na szkodniki) i przemysłowego ziemniaka Amflora. Żadna z nich nie ma wartości odżywczych większych niż ich tradycyjne odpowiedniki. Wbrew zatem temu, co sugerują ilustracje zamieszczane zazwyczaj w artykułach o GMO, nie ma także na europejskim rynku genetycznie modyfikowanych pomidorów, truskawek ani innych warzyw i owoców. Nie ma. Jest natomiast soja. I ta znowu nie została zmodyfikowana, by podnieść jej wartości odżywcze, przeciwnie. Soja GMO ma 12% - 14% mniej fitoestrogenów, niż naturalna. Tymczasem fitoestrogeny chronią między innymi przed zawałem i osteoporozą.
Unijny rejestr żywności i pasz GMO, które wolno importować do Europy, obejmuje jedynie siedem pozycji. Są to: soja, kukurydza, rzepak, bawełna, ziemniak Amflora, burak cukrowy oraz paszowa pulpa z GM bakterii i drożdży.

Mit szósty - GMO to nowoczesność i nie da się przed tym uciec

Warto pamiętać, że "nie da się" to opinia a nie fakt, fakt jest natomiast taki, że GMO uprawia obecnie tylko 1% rolników na świecie. To naprawdę niewiele. Coraz więcej krajów na wszystkich kontynentach zakazuje u siebie GMO w rolnictwie. Poza Europą (gdzie zakazy obowiązują w Niemczech, Francji, Austrii, Grecji, Luksemburgu, Bułgarii, na Węgrzech i od stycznia tego roku w Polsce) do krajów objętych zakazami dołączyły ostatnio Peru, Boliwia, Kenia i Indie.
Twierdzenie, że nie ma odwrotu od GMO świadczy jedynie o braku wiedzy, wyobraźni i nieznajomości historii. Jeszcze w XVIII wieku bowiem75% produkcji światowej oparte było o system niewolnictwa, a sytuacje tę sankcjonowała wielowiekowa tradycja. Prawdopodobnie niewiele osób w XVIII wieku wyobrażało sobie, że da się to odkręcić... GMO to technologia bardzo młoda, napotykająca na szeroki opór społeczny, a 80% upraw GMO prowadzi się tylko w czterech krajach – Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Argentynie i Brazylii. Naprawdę nie ma odwrotu?

Mit siódmy - Przeciwnicy GMO są niekompetentni, protestują ze strachu, bo nie wiedzą, co to jest GMO

Czym jest GMO, wydają się raczej nie wiedzieć zwolennicy tej technologii, którzy z uporem godnym lepszej sprawy wmawiają społeczeństwu, że GMO to na przykład nektarynki.
Przekonują, że opór przeciwko GMO jest wyrazem braku wiedzy ewentualnie zabobonnego strachu, nie mogąc uwierzyć, że zwykli obywatele potrafią aktywnie szukać informacji, czytać ze zrozumieniem i łączyć fakty. Tymczasem przeciwnicy GMO w rolnictwie protestują nie dlatego, że brak im wiedzy, ale właśnie dlatego, że taką wiedzę posiadają. GMO to faktycznie sprawa skomplikowana, jednak nie chodzi o poziom skomplikowania samej technologii, a o złożoność problemu, który obejmuje obszar zdrowia, ochrony środowiska, ekonomii, relacji społecznych i stosunków międzynarodowych i nikt nie wydaje się wystarczająco kompetentny, by w pojedynkę ogarnąć tak złożoną kwestię . Czy osoba będąca specjalistą w dziedzinie syntezy białek jest w stanie objąć całą złożoność problemu? Czy ekonomiści są w stanie zrozumieć wszystkie implikacje dla środowiska? Czy politycy, poddani silnemu lobbingowi ze strony przemysłu biotechnologicznego są w stanie podjąć decyzje uwzględniające argumenty wszystkich zainteresowanych stron? Przekonanie, że zwykły człowiek nie wie i nie może wiedzieć, co jest dla niego dobre i powinien swój los złożyć ślepo w ręce specjalistów którzy powiedzą mu jak żyć i co jest dla niego dobre na pewno jest na rękę producentom GMO. Jednak takie przekonanie niewiele ma wspólnego z demokracją. Większość nie zawsze musi mieć rację, jednak zakładając nawet, iż racja stoi po stronie koncernów, obywatele nadal mają prawo nie chcieć GMO, i jeżeli jest to wola większości powinna zostać uszanowana, na tym opiera się demokracja.

Mit ósmy - Naukowcy są za GMO

Duża grupa naukowców (w tym biotechnologów) nie popiera wykorzystywania genetycznie zmodyfikowanych organizmów w żywności i w rolnictwie. Wydaje się jednak absolutnie nieprawdopodobne, że do tej pory nie udało się powołać zespołu naukowców (tych za i tych przeciw GMO), którzy wspólnie, dla dobra konsumentów, rozwialiby wątpliwości odnośnie wpływu GMO na ludzkie zdrowie. Na naszych oczach toczy się natomiast zaciekła walka na przerzucanie się autorytetami i dyskredytowanie kolejnych badań. Smutne to i zastanawiające. Dysponując olbrzymimi pieniędzmi naprawdę można wywierać naciski i kształtować dyskurs naukowy. Świat, w którym naukowiec jest tylko naukowcem, polityk tylko politykiem, a przemysłowiec tylko przemysłowcem byłby naprawdę wygodnym miejscem do mieszkania. Niestety na polu biotechnologii nastąpiło niespotykane do tej pory zbliżenie nauki i biznesu, a osiągnięcia naukowe zaczęto postrzegać przez pryzmat ogromnych zysków. W tej sytuacji wiara w bezstronnych naukowców próbujących dociec prawdy w imię dobra konsumenta niewiele rożni się od wiary we wróżkę Zębuszkę.

Mit dziewiąty - GMO jest nam potrzebne

Zdecydowanie nie potrzebujemy GMO w rolnictwie. Wystarczy chwile logicznie pomyśleć. Na rynkach europejskich nie ma zapotrzebowania na GMO, a tam eksportujemy 77% produktów. Rosja także mówi „nie” dla GMO, a to drugi ważny dla nas rynek. Jak zatem wprowadzenie GMO miało by podnieść konkurencyjność naszego rolnictwa? Czy mamy konkurować z USA, Brazylią i Argentyną? To potentaci w produkcji GMO, z którymi konkurować nie jesteśmy w stanie i na szczęście nie musimy. Polska żywność to marka identyfikowana z tradycyjnymi, zdrowymi produktami o wysokiej jakości. Na tym polu bijemy na głowę wiele państw. Możemy zatem kopać się z koniem tylko po co? Czy nie lepiej wykorzystać niszę, w której jesteśmy naprawdę dobrzy?

Mit dziesiąty - GMO może współistnieć z innymi uprawami

Z raportem Monsanto (głównego producenta GMO) z 2005 roku, który stwierdza, że „współistnienie upraw GMO, odmian konwencjonalnych oraz naturalnych populacji jest nie tylko możliwe, ale udaje się wszędzie na świecie” jest trochę jak z oświadczeniami pytajnymi z czasów PRL. Brzmią pięknie i obiecująco tylko rzeczywiste doświadczenia rolników z całego świata potwierdzają, że jest dokładnie odwrotnie. Pytanie zatem czy wierzyć oświadczeniom producenta czy faktom i doświadczeniom rolników z krajów, w których dopuszczono tego typu uprawy?

Mit jedenasty - Żywność GMO jest doskonale przebadana

Nie jest żadną tajemnicą, że w USA przy dopuszczeniu GMO na rynek nie wymagano niezbędnych badań m. in. toksykologicznych. Jak to możliwe skoro badania takie są konieczne przy wprowadzaniu wszelkich nowych dodatków do żywności i leków? Odpowiedź jest przerażająco prosta. Naprawdę przerażająco. Założono, że żywność modyfikowana nie różni się od konwencjonalnej, a zatem nie jest niczym nowym ergo nie wymaga dodatkowych badań. Niewiarygodne? A jednak. Brak zaufania do instytucji zatwierdzających bezpieczeństwo technologii GMO nie jest zatem kwestią spisku, tylko faktów. Przy dopuszczeniu GMO na rynek zarówno w USA jak i w Europie opierano się jedynie na analizie danych dostarczonych przez producenta, nie zlecono i nie przeprowadzono żadnych badań potwierdzających dane dostarczone przez koncerny. Więc warto skończyć farsę mówiącą o ścisłej kontroli tych produktów.

Na koniec warto zadać sobie pytanie dlaczego, skoro jesteśmy w stanie wysyłać promy na Księżyc i zbudować wielki zderzacz hadronów, jednocześnie nie jesteśmy w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy GMO jest szkodliwe czy nie? Odpowiedź wydaje się w miarę prosta. Czy się to komuś podoba czy nie, GMO to w dużej mierze kwestia polityczna. Chodzi też o pieniądze. Ogromne pieniądze i to jest niestety kluczowe. Kwestia wpływu GMO na zdrowie to jedno, ale udawanie, że nie jest to kwestia polityki, władzy i pieniędzy jest zwyczajnym chowaniem głowy w piasek.

Klaudia Wojciechowicz
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
EkologiaGMO
Skomentuj